środa, 6 lipca 2016

Siódme niebo dla skóry | Recenzja maseczek

Jakiś czas temu otrzymałam możliwość przetestowania maseczek firmy, która dopiero zaczyna pojawiać się na polskim rynku. Cieszy się jednak sporą popularnością za granicą.
Mowa o 7th heaven |Montagne Jeunesse. 




















W trakcie oczekiwania na paczkę przeczytałam chyba wszelkie możliwe recenzje, dzięki czemu jeszcze bardziej nie mogłam się doczekać przesyłki. Kiedy paczka dotarła od razu poleciałam zrobić sobie pierwszą maseczkę! Co ciekawe, otrzymałam także maseczkę dla mężczyzn, którą mój K. przetestował z przyjemnością. Co więcej, pochwalił się tym na swoim instagramie.



























3 maseczki były oczyszczające, co dla mnie, posiadaczki cery trądzikowej, tłustej było strzałem w dziesiątkę. Najlepiej sprawdziła się blemish mud, więc to o niej napiszę kilka słów.
Poniżej oczywiście zobaczycie składy i obietnice producenta na wszystkich maseczkach. 

Pierwsze co rzuca się w oczy to ogromna pojemność, maseczka wystarcza spokojnie na 2, a nawet 3 zastosowania. Jeśli chodzi o zapach, jest całkiem przyjemny, dodatkowo po nałożeniu czuję chłodzący efekt. Po kilku minutach maseczka zastyga i nieco utrudnia ruchy mimiczne :D

No i najważniejsze, czyli efekt końcowy. Po zmyciu twarz jest niewyobrażalnie gładka (zawsze uwielbiałam maski Ziaji i to je uważałam za najlepsze, jednak nie dawały one aż takiego efektu wow zaraz po zmyciu, widoczne były dopiero kilka godzin później, a nawet dzień po). Pory są zamknięte, skóra matowa i rozjaśniona. Rozjaśnienie widzę szczególnie po kilku użyciach masek, po jednym nie widziałam takiego efektu. Wpłynęło to na widoczność blizn potrądzikowych za co wielki plus w stronę producenta.
Żeby nie było tak kolorowo, po pierwszym nałożeniu maseczki zarówno ja jak i mój K. czuliśmy pieczenie, które później już nie wystąpiło, dlatego dla nas nie jest to minusem i na pewno sięgniemy po maseczki kolejny raz. Ku mojemu zaskoczeniu, wszystkie sprawdziły się super.






























Jeśli chodzi o maseczkę w wersji męskiej... cóż tu dużo mówić. Z niedowierzaniem dotykaliśmy twarzy mojego K. i zastanawialiśmy się czy przypadkiem nie zmienił się w Kena :D



























Nie zdziwię chyba nikogo poleceniem tej firmy, bo po recenzji widać, że obydwoje jesteśmy zadowoleni. Szczególnie polecam męską wersję jeśli przed ważnym wydarzeniem (a może tak po prostu, w czasie romantycznego wieczoru?) chcecie namówić swojego wybranka na lekkie upiększenie.

Słyszeliście już o tej firmie? 

Maseczki widziałam w Hebe, gdyby ktoś się zainteresował.  

6 komentarzy :

  1. Miałam przyjemność juz dwukrotnie je testować i za każdym razem byłam bardzo zadowolona. Myślę, że uczucie pieczenia, które u Was wystapiło może mieć związek z rodzajem cery ( być może Wasza jest wrażliwa ). Podsumowując bardzo fajna recenzja i życzę Ci wielu podobnych możliwości ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę koniecznie wypróbować :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo zaciekawił mnie Twój blog. Co powiesz na wzajemną obserwację ?
    Pozdrawiam jusinx.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie słyszałam o tej firmie, ale po tak dobrej recenzji mam ochotę wypróbować te maseczki :)
    Pozdrawiam i zapraszam - http://magda-ola.blogspot.com/2016/05/what-will-they-think-about-me.html

    OdpowiedzUsuń
  5. no powiem szczerze że fajny post :)
    mój blog ---> http://wiczka12.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam maseczki 7th Heaven i testuję! Są boskie! :)

    OdpowiedzUsuń